środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 8

*Maddy*

- Spodziewałaś się kogoś? - zapytał tym swoim irytującym głosem. Słodki Jezu, czego on ode mnie chce? - a tak w ogóle, to wielka szkoda że jeszcze nie używałaś pistoletu. Chętnie bym popatrzył.

- Wczoraj to byłeś ty? - no brawo Maddy, a niby kto inny? - po co to robisz?

Śmiech. Brązowe tęczówki zbliżające się do moich przerażonych oczu.

- Z nudów - i znów śmiech. Gdybym tylko mogła to wybiłabym mu zęby - powiedz mi, czy jesteś aż tak naiwna, że nie zauważyłaś jaki Styles jest naprawdę? Dziewczynko, lepiej uciekaj. On wcale nie pracuje dla twojego ojca. Smith już dawno zapomniał o swojej córeczce, nie łudź się, że jest inaczej.

Tak bardzo zabolało.
Dlaczego mówi mi takie rzeczy? A jeśli to prawda?

Tylko właściwie skąd Zayn wie to wszystko o mnie, o Harrym i o moim ojcu...

*Zayn*

Chyba uwierzyła.
Wiedziałem, że będzie łatwo zasiać zamęt w tej nieporadnej główce, ale żeby aż tak?

- Kłamiesz. Harry nie zrobiłby mi krzywdy, on mnie broni... - zaczęła się jąkać.
Widać, że sama nie wierzy w to co mówi.

Miłość jest ślepa, no tak.

Podczas gdy obserwowałem dom Stylesa, jak i jego samego, zauważyłem różnicę w jego zachowaniu.

Wymięka, już nie jest taki twardy. Co to się z nim porobiło przez jakąś głupią laskę...za czasów, gdy jeszcze się przyjaźniliśmy zawsze powtarzał, że kobiety są do kitu, że nigdy nie da się żadnej omotać.
Widocznie zapomniał.

- A wiesz dokładnie przed czym? Nie, nie powiedział ci, więc ma coś do ukrycia, nie sądzisz? Nie myśl, że go znasz, bo gdybyś przeżyła z nim cztery długie lata wiedziałabyś co mówię - na jej twarz wkradła się niepewność, zdziwienie...nawet nie byłem w stanie rozpoznać jej uczuć, co było nowością, bo w moim świecie ta umiejętność jest niezbędna, zatem mam ją opanowaną do perfekcji.

Na wszelki wypadek wyjąłem telefon i włączyłem wcześniej przygotowane nagranie z głosem Stylesa.

Ta mała jest tak naiwna, uwierzyła we wszystko co jej powiedziałem. Myśli, że pracuję dla jej ojca, wszystko idzie po mojej myśli, w dodatku nieoczekiwanie łatwo. Możesz brać ze mnie przykład, Zayn. (nagranie)

W sumie trochę żal mi tej dziewczyny - nie wie co ją czeka, ale muszę wykonać swoją robotę, inaczej będzie ze mną źle.

Umowa to umowa - jeśli się nie wywiążesz możesz kopać sobie grób.

Westchnąłem na tą myśl i znów usłyszałem drżący głos brunetki, jednak już szedłem przed siebie i nie miałem zamiaru się zatrzymać.
Jeszcze zacząłbym jej współczuć, co nie wchodzi w grę, bo mógłbym zrobić coś, co zadecydowałoby o moim dalszym losie.

Nie bądź cipa, Malik. Szeptał cichutki głos w mojej głowie.

Dziewczyna jeszcze biegła za mną przez chwilę, lecz widząc, że nic tym nie zdziała, wreszcie odpuściła.
Poszła w przeciwną stronę z opuszczoną głową, chyba płakała. Wywnioskowałem to po cichym szlochu oddalającym się z każdą sekundą.

Wiem o niej więcej, niż mogłoby jej się wydawać.
W szkole obserwowałem ją od jakiegoś czasu, zaczynała mi się nawet podobać, ale wiedziałem, że gdyby dowiedziała się czym się zajmuję na pewno nie chciałaby mnie znać.

Później dostałem to durne zlecenie i przyjąłem je jeszcze zanim dowiedziałem się kim będzie ta dziewczyna, której dotyczyło.

Nie, poprawka, ja nie miałem żadnego wyboru - musiałem je przyjąć.

Kiedy dowiedziałem się, że chodzi o Maddy chciałem odmówić, snułem plany jak się z tego wyplątać, ale wtedy szef zaczął mi grozić.

Co do mojego szefa, jest nim niejaki pan Richardson.
Pewnie zastanawiacie się, kim jest ten człowiek i czego chce od Maddy?

Otóż jej ojczulek należy do gangu i to nie byle jakiego, ale do jednego z najniebezpieczniejszych gangów w Londynie - brzmi śmiesznie, ojciec mieszka w tym samym mieście co córka, podczas gdy ona myśli, że mieszka gdzieś w Europie i jest zwyczajnym bisnesmenem.

Richardson również należy do gangu i od zawsze byli zaciekłymi wrogami, choć podobno dawno się przyjaźnili. Nie wnikam... w każdym razie podczas rozgrywki w pokera chcieli pokazać, który z nich jest lepszy i za...

Idąc ulicą nagle napotkałem przeszkodę. Spojrzałem w dół i zobaczyłem skąpo ubraną blondynkę siedzącą na chodniku.

- Już przy pierwszym spotkaniu? - zaśmiałem się, gdy spojrzała na moje krocze, które miała teraz na wprost siebie.
Podałem jej rękę, a kiedy wstała uważnie obejrzałem każdy centymetr jej ciała - może jakoś ci to wynagrodzę? - poruszyłem znacząco brwiami na wypadek gdyby nie zrozumiała.

- Masz gumki? - yeah, od razu załapała.
Pokiwałem głową na tak, bo prezerwatywy to dla mnie po prostu świętość, nigdy nie wiadomo kiedy przytrafi się okazja do ich użycia, a przecież bachora ani syfa nie chcę.

Dziewczyna była tak chętna, że bez wahania wsiadła do mojego samochodu i czekała aż zabiorę ją w miejsce, gdzie będziemy mogli się bliżej "poznać".

*Maddy*

Szłam ulicami tego przeklętego miasta; jeszcze przed chwilą jako-tako orientowałam się w terenie, ale teraz kompletnie nie wiedziałam gdzie się znajduję.

Przechodnie dziwnie się na mnie patrzyli, ale co się dziwić, pewnie wyglądałam jak potwór.
Sami pomyślcie - idziecie sobie ulicą, aż tu nagle mija was rozczochrana dziewczyna z rozmazanym makijażem i twarzą zapuchniętą od płaczu.

Nerwowo spoglądałam na komórkę, która nonstop dzwoniła.

Trzydzieści nieodebranych połączeń i dziesięć sms'ów od Harry'ego i dwadzieścia nieodebranych połączeń i piętnaście sms'ów od Chrisa.

Pewnie zapisał mi swój numer gdy spałam.

Wyłączyłam telefon nie wytrzymując już dźwięku wkurzającego dzwonka, który jeszcze do niedawna tak bardzo lubiłam.
Chciałam być sama, pomyśleć w spokoju, zastanowić się nad tym wszystkim, może nawet uciec, byleby nie spotkać Harry'ego.

Weszłam do Starbucks'a i usiadłam przy oknie, by patrzeć jak zapada zmrok i zaczyna padać deszcz.
Jedna kropla. Druga kropla. Trzecia, czwarta, dziesiąta...

- Boże, Maddy, co się stało?

Nie. Błagam, oby to nie było do mnie.

Odwróciłam się i napotkałam zatroskane oczy Leslie.
Teraz trzeba wiać zanim zadzwoni do Harry'ego i powie mu gdzie jestem.

- Nic, tylko... muszę iść, cześć. - wysiliłam się na słaby uśmiech, co raczej wyglądało jakby przejechał po mnie tir, ale trudno.
Niemalże wybiegłam na ulicę i pognałam przed siebie, jeszcze bardziej łkając.

*Leslie*

Coś mi tu nie grało.
Maddy wybiegła jak poparzona gdy tylko mnie zobaczyła, do tego nie wyglądała najlepiej, chyba płakała.

Zastanawiałam się, jak Harry mógł jej pozwolić na pałętanie się samej o tej porze i w takim stanie.

Rozumiem, że nie można wymagać od niego, że będzie przy niej siedział i ją pocieszał, ale zostawić ją samej sobie w takiej chwili? Coś musiało się wydarzyć, bez powodu raczej by się tak nie zachowywała.

Mocno zaciągnęłam się powietrzem, gdy usłyszałam głos w słuchawce.
Już miałam otwierać usta, by zwyzywać go jak tylko umiałam, ale w jego tonie dostrzegłam smutek, strach, zdenerwowanie i Bóg wie co jeszcze - od razu odpuściłam.

- Widziałaś gdzieś Maddy? Może z nią gadałaś, cokolwiek? Od paru godzin jej nie ma, nie wiem co się dzieje, pomóż mi. - po raz pierwszy odkąd znałam Harry'ego był tak bezradny jak w tym momencie.
Po raz pierwszy miał taki smutny, przestraszony głos, martwił się.
I nie zawahał się poprosić o pomoc. A przecież zawsze widział tylko czubek własnego nosa.

- Wiesz...jakby ci to powiedzieć...tylko mnie nie zabij - głośno wypuściłam powietrze - przed chwilą spotkałam ją w Starbucks'ie, ale uciekła...nie za bardzo wiem w którym kierunku.

Trzy, dwa, jeden...

- Dlaczego jej nie zatrzymałaś?! Do cholery, mogłaś zadzwonić wcześniej! Zaraz będę i módl się żeby była cała - wrócił Harry Styles, jakiego znałam nie od dziś. I zaraz tu będzie i będzie się na mnie wyżywał.

To cały on gdy wpada w furię, widzi winę u wszystkich tylko nie u siebie.

Współczuję Maddy kiedy już ją znajdzie. Na pewno nie pozostawi na niej suchej nitki i będzie jej to dłuuuugo wypominał.

Ja jestem już przyzwyczajona do takich zachowań, ale mam obawy jak ona to wytrzyma. 

____________________________________________________________

Tadam! :D
Tradycyjne pytanie, podoba się? 
Komentujcie :)

3 komentarze:

  1. Rozdział świetny:) No i oczywiście pozostałe też. Pisz tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. �������� <3 <3

    OdpowiedzUsuń